Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa osiedla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwa osiedla. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia 2008

Piwa osiedla - Karpackie, Basztowe, Askania

Piwo Karpackie kupiłem w hipermarkecie. Z hipermarketami jest tak, że niby jest w nich wszystko co potrzeba, ale jak przyszło do większych zakupów z kartką w ręku, to w Tesco nie było mąki wrocławskiej w opakowaniu bez jakiejś starej pokurczonej kobiety (ani chybi babunia), nie było papryki (za to chipów paprykowych były kontenery), nie było herbatek dla dzieci a paru innych towarów zwyczajnie nie dało się znaleźć. Jeśli ktoś będzie szedł do wyborów z hasłem urzędowej unifikacji układu towarów w dużych sklepach, ma mój głos. Ale do rzeczy. Piwo Karpackie kupiłem w Realu, który można nieco na siłę zakwalifikować do osiedla. W każdym razie da się tam zajść piechotą i to nawet fajny spacer. Jeśli ktoś lubi spacery.

Piwo Karpackie stało sobie na półce a piętro niżej stało piwo Podkarpackie i z pewnych powodów bardzo mnie to rozbawiło. Wziąłem oczywiście oba i dopiero przy kasie okazało się, że piętro niżej oprócz Podkarpackiego stało drugie Karpackie, w innych barwach. Jednego wieczoru wypiłem więc Karpackie Pils a drugiego Karpackie Premium. Oba smakowały jednakowo dobrze. Browar o swojskiej nazwie Van Pur ma jeszcze w ofercie Karpackie Mocne oraz Karpackie Super Mocne, ale tych na razie nie próbowałem. Może kiedyś.

Jak dało się ostatnio zauważyć, formuła Piw Osiedla zaczyna się wyczerpywać. Oceniłem kilkanaście piw i oceny mocno się powtarzają, brakuje mi słownictwa i tak naprawdę to nie za wiele ciekawego mogę napisać o piwach, które mi smakowały. W każdym razie nie udało się zrealizować planu, w którym browary same przysyłałyby zgrzewki piwa i prosiły o uczciwą recenzję. Trochę w tym waszej winy, drodzy czytelnicy, nie zebraliście się tak licznie, by stanowić atrakcyjną grupę docelowo. Tak, wy. Wszyscy pięcioro.

W każdym razie wypite piwa nadal będę opisywał, niekoniecznie po jednym na notkę. Oto na przykład przed chwilą próbowałem wypić piwo Basztowe. Tanie mocne piwo, dodajmy. Recenzja brzmi tak - nigdy jeszcze nie próbowałem takiego ścieku. Smak obrzydliwy, odstręczający, po drugim łyku wylałem całość i przepłukałem usta. Obrzydlistwo.

W lodówce było już tylko jedno piwo i niestety nie było to nic markowego na poprawę smaku. Na półce stała bowiem Askania, czyli piwo o imieniu drugoplanowej bohaterki trzeciorzędnego fantasy. Kolor bladożółty, smak kwaśny i rozwodniony, zapach... zapach jest, no ale mimo wszystko pomału piję. Brak piwa ratunkowego to poważny błąd, na przyszłość muszę pamiętać o BHP (Bezpieczeństwo i Higiena Piwosza). Tak więc do usłyszenia następnym razem i coś mi mówi, że owym razem przyjrzę się raczej wyższym półkom sklepu z piwem.

02 kwietnia 2008

Piwa osiedla - Perła

Kruszon, kierowniku, jak ja bym nie wiedział co jest w mieście grane, to ja bym nie doszedł do tego co mam - Jan "Perła" Perłowski. Perła to barwna, ujmująca postać z serialu "Oficer", lokalny cwaniaczek handlujący rzeczami które zazwyczaj wypadły z przewróconej ciężarówki, ustawiający ziomali na swoim podwórku i walczący o przywrócenie prawa opieki nad niepełnosprawnym synkiem. Grany przez Jacka Braciaka.

Wstęp był niezobowiązujący, piwo o nazwie Perła nie ma nic wspólnego z bohaterem filmu. Nalane do kufla pieni się słabo, ale zapach ma fajny a smak wręcz bardzo dobry, orzeźwiający, niby troszkę kwaskowy, ale w odbiorze świetny. Po przełknięciu w ustach pozostaje goryczka, nieco mniej fajna, niemniej w normie. Piwo to szybko się kończy i jako całość pozostawia po sobie żal, że nie było go więcej. Z tego też powodu nie opiszę koloru ani innych takich, bo jakby nie mam już materiału badawczego.

Wracając zaś do "Oficera", serial bardzo dobry, jeden z lepszych w ostatnich latach. Magdalena Różdżka i Karolina Gruszka bardzo. Kontynuacja to "Oficerowie" i tam Katarzyna Cynke to już całkowicie. W produkcji jest "Trzeci oficer", czekam z niecierpliwością.

30 marca 2008

Piwa osiedla - Kaper


kaper -prze; -przy a. -prowie, -prów «właściciel statku lub marynarz, który podczas dawnych wojen morskich z upoważnienia jednej ze stron grabił lub konfiskował okręty nieprzyjaciela»

Piwo "Kaper" znalazłem przypadkiem. O jego pochodzeniu wiadomo niewiele: do produkcji przyznaje się Grupa Żywiec ale nie wiadomo który browar, na stronkach w ogóle nic o tym produkcie nie wspominają, w sieci spotyka się odmianę 20-procentową (sic!) "Heweliusz-Kaper", ja tymczasem raczyłem się piwem jasnym, mocnym o zawartości alkoholu 8,7%.

Kaper nalany do kufla zalśnił bursztynowo i rozsiał wokół kuszący, aromatyczny zapach Piwa Które Naprawdę Chcesz Wypić. Złoty medal za wrażenia węchowe. Potem wypiłem pierwszy łyk i tu już nie było tak fajnie, bo Kaper bez ostrzeżenia zaatakował dużymi zasobami goryczki. Zapach przyjazny i łagodny a tu nagle chlup stężonym chmielem przez gardło. Po chwili znów było fajnie, ale dysonans pozostał.

Wspomnieć należy, że Kaper kosztował 3.50 zł, jest więc produktem kosztującym powyżej średniej. Potwierdza to bardzo ładna puszka (obrazek po lewej ponownie z ), bo w sumie co innego. Piwo w puszce trudno wyróżnić szlachetnym stopem aluminium czy złoconą zawleczką.

Tak czy owak Kaper niniejszym zostaje odnotowany i podąża za Królem Arturem w przeszłość, by zrobić miejsce dla tych piw, które dopiero nadejdą. Solidna czwórka z plusem.

27 marca 2008

Piwa osiedla - Król Artur

- Przecież nazywamy się Browar Belgia, brzmi zagranicznie, czego jeszcze nam brakuje?
- Marki piwa
- No to prędziutko, potrzebny jest na przykład jakiś bohater
- Superman!
- Współczesny bohater...
- Jacek Kurski
- Bohater pozytywny!
- Jason Bourne
- A jakiś bez licencji?
- ...
- ...
- Mam! Piwo zwane będzie... "Król Artur"


Rynek tanich piw nie jest podobny do rynku tanich win, choć grupy docelowe w dużej mierze się pokrywają. Nikt nie nazywa piw "Krew byka", "Góralska uciecha" czy, pardąsik, "Fart porzeczkowy". Skądinąd jednak pośród nijakich "Warek", "Żywców" czy "Lechów" trafia się czasem taki przykładowy "Król Artur". Postać znana, lubiana, marketingowo wyraźnie niedoceniona. No i nie trzeba płacić żadnych tantiem, prawa autorskie wygasły wieki temu. To znaczy wygasłyby, gdyby je wtedy znano. Wydaje się jednak, że nic straconego, bo te współczesne co kilka lat są rozszerzane, co sprawia, że - nomen omen - prawo działa wstecz. Wystarczy trochę poczekać i nie będzie już "Króla Artura Strong".

A byłoby szkoda. Wprawdzie aromat "Króla Artura" był neutralny, nie zachęcał ani nie odstręczał, ale smak wyróżniał się pozytywnie. Smakowało całkiem dobrze od początku do końca.
Mam jednak problem z tym, co o nim napisać więcej, jest tani (poniżej 2 zł za puszkę), dobry i tani. I trudno dostępny, wcześniej go nigdzie nie widziałem tudzież nie zapamiętałem. Pewnie nie wróci, ale wspomnienie pozostawił pozytywne.

Fotkę "Króla Artura Strong" zapożyczyłem ze strony Puszki z Polski i wielu krajów świata.

13 lutego 2008

Piwa osiedla - Wojak

Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad tym, co napiszę, gdy trafię na jakiegoś sikacza. No i trafiłem. Dość więc myślenia, piszę.

Na puszce był napis "strzel sobie Wojaka". Autor hasła wyraźnie szukał słów oddalonych od "napij się piwa". Wojak po nalaniu do kufla pachniał kwaśno, nieprzyjemnie. Szczątkowa piana znikła w ciągu minuty. Pierwszy łyk był obrzydliwy - piwo nie miało chmielowej goryczki tylko było ordynarnie gorzkie, maksymalnie zniechęcające. Dla dobra nauki wypiłem całość, smakowała tak samo źle. Było bardzo niedobre i mam nadzieję nigdy do Wojaka nie wrócić, bo jest wstrętny.

To pierwsze piwo w moim zestawieniu, które dostało tak jednoznacznie złą ocenę. Mam nadzieję, że nie będzie ich za dużo, bo mi się kubki smakowe zlasują. Albo zlansują. Albo zbaunsują, cokolwiek to nie znaczy. Vice versa państwu.

03 lutego 2008

Piwa osiedla: Dębowe mocne

Zaniedbałem ostatnio rubrykę Piw osiedla no ale teraz wracam do gry. Przerwa nie oznaczała oczywiście abstynencji, niemniej dla poprawienia jakości rezencji odświeżałem sobie, hm, smak referencyjny. Do dzieła zatem.

Dębowe mocne to, jak nazwa wskazuje, piwo mocne. Nie pijam ich zbyt często, bo lepiej wypić trzy zwykłe piwa niż dwa mocne, no ale jak czasu za dużo nie ma a piwo wypić trzeba, to czemu nie. Dębowe jest zaskakująco jasne, ładnie pachnące i pierwszym swoim wrażeniem zachęca do konsumpcji.

Konsumpcja była nad wyraz przyjemna - Dębowe smakowało wyśmienicie, smak miało bardzo klarowny no i nie było śladu słodkawego posmaku, jaki czasem wyczuwa się w mocnych piwach (drożdże? ki diabeł? element niepożądany w każdym razie). Na forach poświęconych piwu publiczność skarży się na poranne skutki przedawkowania - nie wiem, w ramach testów wypijam jedną puszkę, podobnych problemów przy takim spożyciu nie doświadczę. Na razie postanawiam przeprowadzić test porównawczy Dębowego i ulubionego piwa mocnego, bo widzi mi się, że Dębowe może dojść w rankingu dość wysoko.

Marka promowana jest fantastycznymi spotami, więc nie będę się nad nimi rozwodził, tylko kilka tu wkleję.







oraz last but not least



Sprostowanie: osoba jeszcze-nie-spowinowacona, która onegdaj przywiozła mi Becksa w stylish aluminiowej butelce, wytknęła mi tę notkę. Niniejszym oświadczam, że jej pierwszy akapit jest o kant tyłka potłuc, bo Becksa wcześniej piłem ale nie zapamiętałem.

30 grudnia 2007

Piwa osiedla - Harnaś

Piwo Harnaś występuje pod nazwą Harnaś, bo do Janosika przyczepiliby się posiadacze praw autorskich wiadomego serialu. Reklamowane jest przaśnymi reklamami. Naciągane górskie pochodzenie nie współgra ze sponsorowaną drużyną... Widzewa Łódź. Nawet nazwę domenową sklecono z wyraźnym wysiłkiem.

Wszystko to sprawiło, że się uprzedziłem. Harnaś nie współpracował - po nalaniu do kufla prawie nie było pianki a to, co było, szybko znikło. Zapach był niezbyt ciekawy. Tak, jak i pierwszy łyk - Harnaś był gorzki, mocno musujący i... mocno odświeżający. Aż dziw. Zdążyłem się już nastawić lekceważąco, tymczasem niespodzianka - smakowało dość dobrze do samego końca. A że z powodu urlopu wieczory są dłuższe, chętnie obaliłbym drugiego Harnasia. Gdyby był. Ale nie było. Ponieważ jednak "dość dobrze" to jakaś czwórka z minusem, Harnaś nie będzie częstym gościem w lodówce.

Wrażenia z podróży na święta. Gaz LPG w cenie od 2.19 do 2.41 za litr. Witacze na granicach miast: "witamy we Wrocławiu", "Rawicz wita", "Leszno - uwaga, wścieklizna". Hm. A same święta dobre i urlop po nich też dobry. A po sylwestrze zostało dużo zwykłego piwa, więc rubryka zostaje zawieszona na co najmniej dwa tygodnie. Zostańcie z nami!

22 grudnia 2007

Piwa osiedla - Warka

Wiecie, że Warka i Żywiec to takie miasta? I że "tyskie" to przymiotnik od Tychów? Koncerny piwowarskie wydały miliardy złotych na to, żeby nam zmienić skojarzenia i chyba się udało. Browarowi Żywieckiemu nawet bardziej, bo google mówi o piwie na pierwszym miejscu, Warka to dla wyszukiwarki wciąż jeszcze bardziej miasto.

Piwa marki Warka jakoś sam z siebie nigdy nie próbowałem. A potem poznałem moją przyszłą żonę i mój przyszły teściu zaczął mnie raczyć swoim ulubionym piwem, czyli Warką Strong. Do Stronga jeszcze wrócimy, tymczasem na tapetę trafiła Warka "standard". No i jakaś taka była, że nie do końca mnie usatysfakcjonowała. Zapach dobry, ale smak za mało wyrazisty, brakowało albo ostatniej nutki goryczki, albo jakiegoś takiego akcentu, który by zwieńczył dzieło. Nie to, że Warka jest zła. Jest prawie dobra. W większych ilościach albo w plenerze będzie całkiem dobra, ale w warunkach laboratoryjnych i w ilości marnego pół litra po prostu nie osiąga swojego potencjału.

Jak już wspomniałem w poprzedniej notce, było to drugie podejście do Warki, bo z pierwszego - seansu filmu Blade Runner - nic na temat piwa nie zapamiętałem. Tymczasem zaś życzę wszystkim czytelnikom jak najlepszych świąt Bożego Narodzenia, oby ich nazwa przekładała się na przeżywaną radość!

08 grudnia 2007

Piwa osiedla - Foster's

Piwo Foster's pochodzi z Australii, tak jak kangury i diabły tasmańskie. Według Wikipedii nie zdobyło popularności na antypodach. Ma brzydkie logo i dużo kosztuje (a na dodatek nie ma w sieci zdjęcia puszki). Czy warto było je kupić?

Nie było warto. Do testów siadłem z wyjątkowym smakiem na wypicie piwa. Znacie pewnie to uczucie - miły wieczór, przyjemna atmosfera, dobre jedzonko które już się ułożyło, dużo wolnego czasu i uczucie lekkiego pragnienia. Cóż może być w takiej sytuacji lepszego od piwa? Cóż - to zależy, od jakiego piwa. Foster's miał szansę błysnąć, tymczasem okazał się zaledwie poprawny. Smakował zbyt ostro i zbyt gorzko, przy czym goryczka była jakaś taka mało piwna, pozostawiając cierpki posmak. Zapewne z tego ostatniego powodu każdy następny łyk smakował mi coraz mniej i dno kufla przywitałem z radością. Niniejszym piwom z Australii chwilowo dziękujemy.

Unikaty. Rys indywidualności dziecięcych kolekcji czy rezultat socrealistycznej gospodarki niedoborów? Jedno i drugie. Albowiem z etykietami było kiedyś tak, że nawet, gdy nie były etykietami zastępczymi, to i tak zdarzały się wśród nich usterki. Na przykład była sobie etykieta z żółto-czerwonym tłem i czarnymi napisami. I nagle zabrakło czerwonej farby a do żółtej wpadło trochę niebieskiej i wyszła zielonkawa. Albo żółta i czerwona były, ale zabrakło czarnej. Czy takie wydarzenia losowe miałyby przeszkodzić w naklejeniu etykiet na butelki? A skąd! Przecież klient i tak wie, jak etykieta powinna wyglądać i co jest na niej zazwyczaj napisane. Oczywiście opisane usterki były dość niepowtarzalne, co zwiększało wartość kolekcjonerską tak obdarzonej etykiety. W przypadku niektórych browarów - przypominam sobie ten w Sobótce - każdy wzór podstawowy obfitował w bardzo liczne unikaty, niemniej prawdziwą wartość miały etykiety z usterkami występującymi rzadko (np. etykieta Żywca złożona wyłącznie z dookólnego ornamentu).

W przypadku początkujących kolekcji rozróżniało się jeszcze różne wersje etykiet uniwersalnych czyli takich, na których objętość butelki i zawartość alkoholu były dodrukowywane lub wręcz nabijane pieczątkami. Gdy kolekcja rosła i nie trzeba już było sztucznie nadmuchiwać jej rozmiarów, tego typu unikaty były zazwyczaj eliminowane metodą wyboru egzemplarza najlepszego jakościowego.

07 grudnia 2007

Piwa osiedla - Heineken

Gdy mowa o piwie zagranicznym, automatycznie na myśl przychodzi mi Heineken. Być może dlatego, że jest powszechnie dostępny, w sklepach i lokalach. Może dlatego, że w zamierzchłych czasach, gdy koledzy kolekcjonowali puszki po piwie, Heineken często się w tych kolekcjach pojawiał. A może z zupełnie innego powodu. Markę cenię za to, że nie atakuje przestrzeni publicznej tak natrętnie, jak konkurencja, lecz promuje się imprezami w rodzaju Open'er festival.

Omawiane piwo zostało poddane standardowemu testowi - wieczór, komputer, zmrożony kufel. I co tu dużo mówić, smakowało od początku do końca. Na aromat nie zdążyłem zwrócić uwagi. Smak bardzo dobry. Bardzo bliski moim preferencjom smakowym, których przedstawicielem jest Ulubione Piwo. Niniejszym Heinekena uznaję za Najlepsze Dotychczas Testowane Piwo Zagraniczne, w skrócie NDTPZ.

Już w następnym odcinku dowiecie się, co to jest unikatowa etykieta. Dziś nie będzie błyskotliwych refleksji, zamiast snuć rozważania na przypadkowy temat przyjrzę się piwnotestowej konkurencji, na przykład tej tutaj, która to konkurencja niekoniecznie ogranicza się do piw ze swojego osiedla.

02 grudnia 2007

Piwa osiedla - John Smith's Extra Smooth

Tak na codzień to pijam piwa jasne pełne sporządzane z odmian jarych jęczmienia dwurzędowego. Czyli lager. Szpan, co? Książeczka o piwie wykazuje swą przydatność. Aby jednak nie zamykać się na doświadczenia innych narodów, tym razem postanowiłem poddać ocenie piwo odmiany ale (warzone z nadmorskich odmian jęczmienia, etc.) - John Smith's Extra Smooth.

Piwo to jest ciemne, aromatyczne i ma piankę tak grubą i mocną, że można by na niej wybudować domek dla much (dlaczego dla much? wylejcie piwo na chodnik i zobaczcie, kto pierwszy przyleci się napruć). Smakuje trochę jak dym z ogniska, trochę jak dębowa deska, trochę jak piwo a wrażenie przy spożyciu jest takie, jakby płyn unikał kontaktu ze ściankami przełyku. Trudno mi tu się odnieść do innych ale, bo z wypitych kojarzę raptem tylko Guinessa i to już dość dawno. Było na swój sposób dobre. Nie jestem entuzjastą ani smakoszem. Lager rządzi.

Pytanie zatem, skąd pomysł kupna? Z ciekawości. Puszka była kilka centymetrów wyższa od normalnej i było na niej napisane "gadget indside". To zasadniczo wystarczyło, aby piwo trafiło do koszyka, mimo morderczej ceny 5 zł za sztukę. Cóż, blog wymaga poświęceń. W każdym razie w puszce coś stukało. Po otwarciu nie wypadło. Po rozpruciu puszki kombinerkami wypadło - była to plastikowa kulka z tulejką w środku. Cokolwiek dziwna a już na pewno nieznanego zastosowania. Szybki research wykazał, że gadget to taka wkładka z gazowym ładunkiem w środku, który po spadku ciśnienia (czyli po otwarciu puszki) zamienia się w strumień dwutlenku węgla, który to z kolei prowokuje powstanie grubej i mocnej pianki. Pomysłowe, trzeba przyznać. Być może koneserom robi wielką różnicę. Mi nie bardzo. Raczej do John Smith's Extra Smooth nie powrócę, ale smak zapamiętam. A jeszcze bardziej schowanego w środku gadgeta.

Następna recenzja za kilka dni, bo drapie mnie w gardle.

30 listopada 2007

Piwa osiedla - Beck's

Do piwa Beck's podszedłem bez żadnych uprzedzeń. Ani marka mi się nie kojarzyła, ani nie pamiętam, żebym gdzieś widział w knajpie, nie mówiąc o piciu - słowem nic poza faktem, że z całą pewnością miałem etykiety tej firmy w swojej dziecięcej kolekcji.

Beck's ma smak gorzki, cierpki i zdecydowany. Oraz bardzo smakowity, kuszący aromat. I, jak wspominałem, gorzki, mocny smak, za którym nie przepadam. A tu niespodzianka - może ze względu na zapach a może z innego względu, wyjątkowo mi smakowało. Nie wydaje mi się, żebym zaczął kupować to piwo, ale miłe wrażenie zostanie zapamiętane.

Po lewej stronie widzicie etykietę zastępczą, bo producent nie raczył udostępnić żadnego zdjęcia Beck'sa w puszce, a już tym bardziej na białym tle. Z kolei Google Images zapytany o "Becks" zwraca przede wszystkim szereg zdjęć Davida i Victorii Beckhamów. Takie czasy.

Kolekcję etykiet można było powiększać nie tylko poprzez odklejanie ich z butelek przyniesionych ze sklepu i wymianę - bardzo cenionym źródłem były też browary. Dziś powiedzielibyśmy, że działy marketingu albo reklamy. Wydaje mi się jednak, że w tamtych czasach krajowe browary narzekały jednak na inne rzeczy, niż problemy ze sprzedażą, więc takich działów mogło nie być, a i tak zapewne nazywałyby się inaczej. W każdym razie browar poproszony listownie o etykiety, odsyłał ich całe naręcze. Szczęśliwy obdarowany chwalił się przez kilka dni posiadanymi na wyłączność wzorami, po czym zaczynał wymieniać liczne duplikaty, dzięki czemu trzon każdej kolekcji był w danym środowisku raczej podobny. Metoda działała ale była niełatwa w realizacji, albowiem, drogie dzieci, kiedyś nie było internetu coby sobie w nim wygooglać adres browaru, na etykiecie całym adresem był napis np. "browar w Łomży" i w zasadzie jedynym sposobem, żeby taki adres poznać, było znalezienie poczty na której była książka telefoniczna wskazanego obszaru. Nie to, co dzisiaj, panie dziejku, nie to co dzisiaj...

28 listopada 2007

Piwa osiedla - Tyskie

Tyskie kojarzy mi się przede wszystkim z pierwszorzędną kreacją marki. Filmiki informujące, jak to Tyskie jest znane na całym świecie i wszędzie miejscowi wolą potajemnie wytrąbić piwo z Polska zamiast lokalnego - pamięta się długo. Bo fajne. Aha, i jeszcze było "lać tylko po ściance a piana na dwa palce". Kartka z tym napisem wisiała skądinąd nad pisuarem w redakcji, w której onegdaj pracowałem. Aha, i jeszcze były flagi na mundial 2006, krytykowane że nie narodowe tylko piwno-piłkowe. A i tak wisiało ich po oknach i balkonach strasznie dużo.

Co do smaku, to kojarzę, że to chyba właśnie pijąc Tyskie postanowiłem przetestować i sklasyfikować dostępne w pobliżu piwa. Ot tak, żeby wiedzieć i pamiętać, co lubię, gdy w miejscu gdzie jestem nie ma piwa najbardziej ulubionego (jakiego? tajemnica poliszynela, budowanie napięcia, suspens, nolens, wolens, nie zmieniajcie kanału).

Wynik? Pycha, od początku do końca, zimne, aromatyczne, idealne połączenie goryczki ze świeżością, mniam mniam. I to wszystko mimo ciepłego kufla, bo zapomniałem wstawić do lodówki a potem już było za późno. Dobre bo Tyskie, ha! Piwo pierwszego wyboru, zdecydowanie.

A teraz poszpanuję. Dostałem od siostry egzemplarz "Tyskiego vademecum piwa", którego specjalnie nie czytałem, żeby się nie zasugerować. Oto azaliż wżdy przykładowa ciekawostka - piwo San Adams Utopia ma 25% alkoholu. Takie dla niecierpliwych chyba, albo mających problemy z pęcherzem. Aha, na "Vademecum" napisano że jego autorem jest Michael Jackson a z kontekstu wynika, jakoby miał to być TEN Michael Jackson, ale chodzi o innego. Dziś kończymy na smutno. Michael Jackson, o którym mowa, zmarł kilka tygodni temu.

24 listopada 2007

Piwa osiedla - Grolsch

Grolscha chyba nigdy wcześniej nie piłem. Albo piłem i zapomniałem. Tak czy owak do tej puszki podchodziłem całkowicie neutralnie. Pierwsze wrażenie było wyjątkowo pozytywne - puszka estetyczna, design elegancki a blaszka do otwierania nad wyraz cicha i delikatna. Spodziewam się zresztą wyrazów pogardy ze strony fanów Grolscha, bo nie po to piwo to lane jest w fantazyjne, grubościenne, designerskie butelki z porcelanowym korkiem, żebym je pił z aluminium. Nawet, jeśli polałem do kufla mrożącego się w zamrażalniku dobę i kwadrans (łatwo zgadnąć czemu tyle).

Przypomniało mi się, jak zobaczyłem te korki. Piłem Grolscha z designerskiej butelki z porcelanowym korkiem u szwagra. Nie pamiętam nadal, jak mi wtedy smakował, ale doświadczenie uczy że darmowe (as in free beer) piwo smakuje lepiej.

Więc tym razem smakowało średnio. Nie to, żeby było niedobre. Smak wyrazisty i zdecydowany, bez irytującej słodyczy wyczuwalnej w niektórych piwach, klarowne i aromatyczne ale... dla mnie odrobinę za gorzkie. Gdyby ta goryczka ujawniała się po jakimś czasie, byłoby dobrze, tymczasem atakuje ona od pierwszego łyku. Co mi trochę nie w smak. Ale - jak już wspominałem - będąc poczęstowanym wypiję bez marudzenia a nawet z przyjemnością. Klasyfikuję Grolscha jako piwo wyboru drugiego i pół, bo jest wyraźnie droższe od przeciętnego piwa drugiego wyboru.

Nie pamiętam, czy miałem w swojej kolekcji jakieś etykiety Grolscha. Zdobycie etykiet od zagranicznego piwa było wyzwaniem z kilku powodów. Po pierwsze rzadko kiedy ktoś oddawał takie butelki - a Grolscha to już w ogóle, bo bezzwrotne. Po drugie jak już się gdzieś pojawiały, to amatorów etykiet trochę było. A po trzecie zagraniczne browary miały jakiś zupełnie niedorzeczny klej, który trzymał jak zwariowany i nie rozpuszczał się w wodzie. Wówczas albo udało się odkleić etykietę nad parą, albo trzeba było po rozmoczeniu etykiety wziąć żyletkę i kawałek po kawałku oderżnąć od szkła wraz z warstewką kleju. Czasem się w ogóle nie udawało, czasem udawało się trochę (np. przy zginaniu z etykiety wykruszała się farba i zostawały białe paski) a czasem sukces był pełny i zagraniczna etykieta albo wzbogacała kolekcję, albo była wymieniana na kilka polskich unikatów. Czym były unikaty, dowiecie się wkrótce.

22 listopada 2007

Piwa osiedla - Żywiec

Żywcem się okocim. Albo jakoś tak. Piwo jasne 12,5% wag., alkohol 5,6% obj., pasteryzowane, zawiera słód jęczmienny, przechowywać w chłodnym miejscu. I jak zwykle spożyć przed końcem puszki.

A skoro już jesteśmy przy puszce, to puszka ma gustownie tłoczoną blachę i z pewnością popijanie z niej byłoby czymś niezwykłym, gdyby nie fakt, że całą zawartość przelałem sobie do zmrożonego kufla.

Pierwszy łyk - wyśmienity. Trochę mnie to przyznam zaskoczyło, bo tak jakoś pamiętałem, że Żywiec zanadto smakuje wodą, ale mogłem to wspomnienie wynieść z jakiegoś złodziejskiego lokalu w którym rozcieńczają. W każdym razie wszystko było jak trzeba - goryczka, kolor, temperatura, ogólny odbiór smaku i zapachu zgodny z oczekiwaniami. Druga połowa była już trochę gorsza, trudno się zresztą dziwić, ale utrzymała przyzwoity poziom i kufel opróżniłem z przyjemnością. Tym samym Żywiec otrzymuje (lub utrzymuje) tytuł piwa drugiego wyboru.

A z ciekawostek - kiedyś, we wczesnych latach podstawówki, wraz z kolegami zbieraliśmy etykiety od piwa. Polskie, zwłaszcze wrocławskie, miał każdy, wystarczyło wziąć kilka pustych butelek po piwie, pójść do sklepu, wsadzić do skrzynki butelki przyniesione a wyciągnąć zastane, następnie zaś te ostatnie włożyć w domu do miski z wodą. Ówczesny klej wytrzymywał kilka minut moczenia, odklejoną etykietę należało położyć na ręczniku lub przylepić do lustra i już - zbiory poszerzały się o kolejne egzemplarze. Wówczas należało wziąć owe puste butelki, pójść do sklepu...

17 listopada 2007

Piwa osiedla - Lech Premium


Wydaje mi się, że Lecha nigdy nie lubiłem. Że kupowałem go tylko, gdy niczego innego nie było i że mi zanadto nie smakował. Czas więc na badanie w warunkach laboratoryjnych. Oto warunki: zjadłem odgrzaną resztkę pizzy, popiłem rozcieńczonym sokiem malionowym, Polska prowadzi z Belgią 2:0 w Ważnym Meczu. Godzina 22:07.
Pierwszy łyk bez rewelacji. Smak gorzkawy, ale nie dobry gorzki tylko gorzki gorzki. Pianki brak. Po kilku łykach przywykam, zaczyna smakować. Nie sposób jednak nie pamiętać, że to pierwszy łyk powinien być z definicji tym najlepszym
Skojarzenia z marką mam nijakie. Piłki nożnej nie oglądam, z zespołem Lech nic wspólnego, związki z Poznaniem mam takie, że mieszka tam szwagier. Ale co pijałem u szwagra - nie bardzo pamiętam. Sprawdziłem też, że gdy w 2005 roku latem byliśmy z teściami na piwie na poznańskim rynku, to piliśmy Żywca (o Żywcu niebawem). Lech ma ładne logo i spójną politykę identyfikacji wizualnej. Parasole ogródkowe w takim kolorze, że nie widać na nich brudu. O, Lech ma jeszcze gadżety (skreślono, bo żadnego nie mam, zdawało mi się tylko).
Druga połowa kufla jasno zdradza, że Lech to nie jest to. Smak mi nie odpowiada. Wychodzi na to, że dobrze kojarzyłem niedobre skojarzenia. Z drugiej strony jest to całkiem dobre piwo trzeciego wyboru - gdy nie ma ulubionego i drugiego ulubionego, to Lech jest lepszym piwem od braku piwa. Na tym zakończymy.

Niniejszym tekstem zaczynam nową serię zatytułowaną "Piwa osiedla". Tworząc ją zamierzam poszerzyć swoje horyzonty i zgłębić nowe pokłady wiedzy, zaczerpnąć z krynicy, etc. etc. A konkretnie jestem ciekaw smaku piw innych od ulubionego, które od dawna monopolizuje lodówkę. Obwołuję się więc samozwańczym kiperem i będę wnikliwie badał i oceniał wszystkie piwa dostępne w najbliższej okolicy (dla wygody) i w puszkach (j.w.). Dla zachowania powtarzalności prób będę pił z jednego z dwóch wybranych kufli, siedząc wieczorem w fotelu przed komputerem, twarzą w kierunku północno-wschodnim, najedzony ale nie przejedzony. Po krótkim namyśle wykluczam badanie wrażeń w lokalach, bo a) zazwyczaj śmierdzi tam papierosami, b) nie wiadomo ile obsługa dolała wody, c) nie wiadomo, czy w ogóle marka na kurku odpowiada marce na kegu, d) więcej piwa pijam obecnie w domu niż poza.

P.t. czytelników gorąco zachęcam do dzielenia się własnymi doświadczeniami oraz upodobaniami i przypominam, że tematem dzisiejszego odcinka jest Lech Premium. W następnym odcinku: Żywiec.