Żywcem się okocim. Albo jakoś tak. Piwo jasne 12,5% wag., alkohol 5,6% obj., pasteryzowane, zawiera słód jęczmienny, przechowywać w chłodnym miejscu. I jak zwykle spożyć przed końcem puszki.A skoro już jesteśmy przy puszce, to puszka ma gustownie tłoczoną blachę i z pewnością popijanie z niej byłoby czymś niezwykłym, gdyby nie fakt, że całą zawartość przelałem sobie do zmrożonego kufla.
Pierwszy łyk - wyśmienity. Trochę mnie to przyznam zaskoczyło, bo tak jakoś pamiętałem, że Żywiec zanadto smakuje wodą, ale mogłem to wspomnienie wynieść z jakiegoś złodziejskiego lokalu w którym rozcieńczają. W każdym razie wszystko było jak trzeba - goryczka, kolor, temperatura, ogólny odbiór smaku i zapachu zgodny z oczekiwaniami. Druga połowa była już trochę gorsza, trudno się zresztą dziwić, ale utrzymała przyzwoity poziom i kufel opróżniłem z przyjemnością. Tym samym Żywiec otrzymuje (lub utrzymuje) tytuł piwa drugiego wyboru.
A z ciekawostek - kiedyś, we wczesnych latach podstawówki, wraz z kolegami zbieraliśmy etykiety od piwa. Polskie, zwłaszcze wrocławskie, miał każdy, wystarczyło wziąć kilka pustych butelek po piwie, pójść do sklepu, wsadzić do skrzynki butelki przyniesione a wyciągnąć zastane, następnie zaś te ostatnie włożyć w domu do miski z wodą. Ówczesny klej wytrzymywał kilka minut moczenia, odklejoną etykietę należało położyć na ręczniku lub przylepić do lustra i już - zbiory poszerzały się o kolejne egzemplarze. Wówczas należało wziąć owe puste butelki, pójść do sklepu...